Po tych wydarzeniach Tommo nie pojawił się w szkole przez następny tydzień. Tata był jakiś inny poddenerwowany. Nie chciał aby nie wychodziła sama po zmroku. Stosowałam się tego, gdyż i tak nie miałam gdzie i po co.
Za tydzień ślub. Jeżeli się popłaczę to na pewno nie ze szczęścia.
Kolejny dzień w szkole. Już niedługo koniec roku!
Pierwsza lekcja: historia.
-Dzień dobry jestem waszym nowym nauczycielem. Nazywam się Zayn Malik. -Przedstawił się nowy nauczyciel. Miał koszulkę z długim rękawem ale wyłaniający się tatuaż na prawej ręce nie umknął mej uwadze.
-Dzień dobry! Przepraszam za spóźnienie! -Wbiegł do klasy zdyszany Louis.
Sportowe autko się popsuło? Pomyślałam.
Pan Malik skinął głową na znak, że ma zająć swoje miejsce. Oczywiście koło mnie!
Nasz nowy nauczyciel jest super. Pół lekcji gadałam z nim o różnych wykopaliskach.
Unikałam Tommo jak tylko się dało. Nie chciałam go widzieć ani znać!
Zaraz po szkole poszłam do Soph, żeby się jej troszkę pozwierzać. Na prawdę nie wiem co bym bez niej zrobiła.
Siedziałyśmy sobie w jej sypialni i piłyśmy gorącą czekoladę. Nie było zimno ale po prostu miałyśmy na nią ochotę.
W pewnym momencie mój telefon za-wibrował i zaczął dzwonić. Kiedy spojrzałam na wyświetlacz był tylko numer. Szybko odebrałam.
-Hej Elizabeth o co chodzi? Zrobiłem coś nie tak? -Rozłączyłam się jak najszybciej umiałam.
-Kto to był? -Spytała zaniepokojona Soph.
-Louis Tomlinson. -Skąd on ma mój numer. To się naprawdę robi chore.
Posiedziałam jeszcze trochę u przyjaciółki. Trochę. Wyszłam od niej około godziny 20:00.
Kiedy wyszłam przed dom jak na złość ani jednej taksówki.
-No to do domu z buta! -Powiedziałam sama do siebie. Wieczór był przyjemny, a powietrze rześkie. Pomyślałam, że dobrze mi zrobi taki spacerek przed snem.
Idąc tak chodnikiem z jednej z uliczek wyłonił się jakiś podejrzany typ. Chciałam go ominąć ale ten zablokował mi drogę. Nie wiedziałam co robić. Strach poleciał mnie całą. Byłam przerażona. Co może chcieć ode mnie taki koleś kiedy robi się ciemno, a ja jestem sama.
-Zostaw ją!!! -Usłyszałam z moimi plecami. Od razu rozpoznałam głos. To był Tommo. Pierwszy raz szczerze cieszyłam się z jego obecności.
Facet ominął mnie, a Louis się do niego zbliżył i niespodziewanie przyłożył mu z pięści w twarz. Ten z oszołomienia się zachwiał, a Lou jednym sprawnym ciosem z nogi niemiłosiernie potraktował jego brzuch. Koleś już leżał, a ja byłam w... Szoku! Stałam jak wryta.
Tomlinson podbiegł do mnie, chwycił mnie za rękę i razem uciekaliśmy z tego przeklętego miejsca.
Kiedy byliśmy już w bezpiecznej odległości przystąpiliśmy żeby złapać tchu.
-Dziękuję. -Wypowiedziałam. Nie wiedziałam co mam o nim myśleć.
On skinął tylko głową.
-Czemu szantażujesz mojego tatę?! -Nie wytrzymałam. Musiałam zapytać.
-Jedziemy to szpitala!!!
-CO?
-Chyba się dziewczynko w tą twoją cholerną główkę uderzyłaś! Nie szantażuję twojego ojca!!! Co Cię napadło? -Wykrzyczał zbulwersowany, a starsza pani, która siedziała w oknie aż lekko podskoczyła z przerażenia.
-Widziałam Cię jak się z nim kłóciłeś,a potem odjechałeś luksusowym autkiem.
-Widziałaś mnie? Jesteś na 100% że to ja? Bo ja ci przysięgam, że nie, że nie szantażuję twojego ojca! Ja.... -Nie dokończył. Tylko się obrócił do tyłu. Co ja narobiłam? Jak to nie on? Pomyślałam. Ok jest jaki jest ale nawet lubiłam spędzać z nim czas. Nie pojęcia czerni lecz czułam się przy nim bezpieczna. Nigdy nie miałam tak dobrego kontaktu z żadnym chłopakiem, nie chciałam tego popsuć. W mojej głowie zapanował totalny mętlik.
-Dokończ. -Mówiąc to zbliżyłam się lekko do niego na co Tommo gwałtownie się odwrócił.
-Nigdy bym Cię nie skrzywdził. Ciebie ani twojej rodziny, bo Cię kocham... -Ostanie słowa wyszeptał przy moim uchu. To było nierealne. Kiedy jego twarz znajdowała się na przeciwko mojej prawą rękę ułożył na moim karku. Z chwilą zawahania przyciągnął nie do sobie lewą i złożył delikatny lecz namiętny pocałunek. Odwzajemniłam go, na co zareagował lekkim uśmieszkiem. Jego prawa rękę po chwili również znalazła się na mojej talii.
-Co teraz będzie? -Spytałam, próbując się lekko odsunąć na co mi w ogóle nie pozwolił.
Niespodziewanie wziął mnie na ręce i wyruszył w dalszą drogę.
-Podstaw mnie jestem za ciężką!
-Jak dla mnie nie.
-Lou! -Nalegałam.
-Ok. Proszę Moja Księżniczko. -Mówiąc to znowu mnie pocałował lecz znacznie pewniej.
Nigdy droga do domu nie minęła mi tak miło. Wszystkie podejrzenia nagle gdzieś zniknęły. Szliśmy blisko siebie trzymając się za ręce. Ten wieczór nie mógł być cudowniejszy.
Doszliśmy do domu. Na pytanie czy wejdzie odpowiedział, że musi już iść. Nie wnikałam. Ufam mu, wypowiedziałam w duszy.
-Elizabeth!!!! -Ten radosny okrzyk przywitał mnie po wejściu do salonu.
Nie wieżę mój kochany kuzyn. Jesteśmy dla sobie jak rodzeństwo. Zapewne przyjechał w związku z ślubem.
-Liam!!! -Rzuciłam mu się na szyję. Tak dawno się nie widzieliśmy. Zawsze jak byłam mała, jak mama jeszcze żyła, co najmniej raz w miesiącu jeździliśmy do Wolverhampton.
-Technika Payno. -Wyszeptałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz