poniedziałek, 21 lipca 2014

Rozdział 1

      Uwielbiam długo spać. Muszę sama przyznać, że jestem niezłym śpiochem. Weekend jest tym czego potrzebuję, zero obowiązków i sapnie do której się chce. Taka mała namiastka  wakacji.

- Panno Elizabeth...pora wstawać... -był to głos naszej gosposi. Tak bardzo znienawidzony prze zemnie od poniedziałku do piątku o godzinie 6:40!
- Już wstaję.... -wymamrotałam zaspana i leniwie podniosłam się na łokciach. Nasza gosposia pani Fox widząc mnie nieprzytomną, podeszła do okna i gwałtownie podciągał żaluzje.
- No perzcież wstaje...! -zsunęłam się z łóżka, wzięłam mój szkolny mundurek, który obowiązywał w naszym liceum i pomaszerowałam do łazienki.
Po wszystkich czynnościach w łazience zbiegłam z plecakiem w ręku po schodach, do kuchni, gdzie czekało na mnie już śniadanie. Pani Fox nalała mi świeżej herbatki i wzięłam się za spożycie mojego posiłku.
- Tata jest już w firmie? -zapytałam gosposię.
- Tak i kazał panience wpaść do niego po szkole. -odpowiedziała mi parząc sobie kawę.
Mój tata Arthur prowadzi wielką kancelarię. Sam tata jest naprawdę znanym adwokatem. Żyjemy w wielkim dostatku, a ja no cóż córeczka tatusia, którą on traktuje jak księżniczkę. Jednakże nigdy mnie nie rozpieszczał za nad to. Dobrze wiem, że na wszystkie dobra w życiu trzeba sobie zapracować.
- Ochhhh witaj słońce!!! -wykrzyknęła Isabel w drzwiach kuchni.
- Witam.... -no to się dzień szybko popsuł. Isabel to narzeczona mojego ojca. Strasznie jej nie lubię. Mój tata ją... kocha, a ona czasami zachowuje się jakby kasa była dla niej  najważniejsza. Jeśli chodzi o moją mamę to zmarła w wypadku samochodowym jak miałam 9 lat. Jeju to już 8 lat....
- Kochanie jest już 7:30 nie spóźnisz się? -spytała Isabel.
- Już?!!!! Lecę! PaPa... -dobrze, że to powiedziała. Jedyna dobra rzecz jaką zrobiła.
Szofer i samochód już czekali na mnie przed domem. Szybko wsiadłam do samochodu, a szofer już miał przygotowaną moją ulubioną stację.
     Po około 15 minutach byliśmy już pod szkołą. Jeszcze dwa lata w tym durnym liceum. No dobra same liceum ok.... ale te barbie z mojej klasy. Jak na nie patrzę to myślę sobie  ''PLASTIC IS FANTASTIC'' -_- Tylko dzisiaj i weekend. Ta myśl mnie miała podtrzymywać mnie przez cały dzień.
   Pierwsza lekcja to była godzina wychowawcza z panią Wood.
- Cisza!!! -powiedziała swym donośnym głosem nauczycielka. Ma ona u mnie duży respekt. Można powiedzieć, że się lubimy.
- Przedstawiam wam nowego kolegę w klasie. -na te słowa wszytkie oczy skierowały się w stronę szatyny o cudownych błękitnych oczach (zalety siedzienia w pierwszej ławce).
- To jest Louis Tomlinson moi drodzy... Louis usiądz się koło Elizabeth. -nakazała nauczycielka i podeszała do tablicy aby zapisać temat. No no Louis przystojny jesteś.
Czułam jego wzrok na sobie przez pół lekcji, a te wszytskie Top Modelki zrzerała zazdrość. Hahhahah zaśmiałam się w duchu gdy o tym pomyślałam.
     Tomlinson całe przerwy stał gdzieś sam. Widać, że nie był chętny na szukanie znajomych. Na inych lekcjach siadał blisko mnie. To było trochę dziwne ale z drugiej strony koło mnie było najwięcej miejsc.... taaaa ja nie lubięmojej klasy oni mnie!

                                                      ---------------------------------

     Kancelaria taty miała swój niesamowity styl. Nowoczesna ale wyposażona w przecudowne stare meble. Razem wyglądało to nieziemsko. Chwilę porozmawiałam z Sophie, sekretarką. Strasznie się polubiłyśmy jest odemnie trochę starsza ale zawsze się dogadujemy i często chodzimy razem na zakupy czy coś w ten deseń.
W końcu weszłam do bióra taty.
- Hejo! -powiedziałam radośńie i usadowiłam się na miękkiej sofie.
- No hej, jak tam w szkole? -spytał tata, siedząć za swoim mahoniowym biurkiem.
- Mamy nowego w klasie, nazywa się Louis Tomlinson! -oznajmiłam, wiem, że raczej nie o to chodziło tacie no ale cóż.
- Ooo i jaki jest? -zapytał z dziwnym wyrazem twarzy.
- Jeszcze nie wiem... taki trochę dziwny. -stwierdziłam i usiadłam po turecku na sofie.
- Dziwny???
- No taki.... no wiesz... chyba stroni od ludzi. -szczerze zdziwiło mnie pytanie taty.
Na tym poprzestaliśmy rozmowę o tajemniczym panu Tomlinsonie, chociaż te pytania taty mnie lekko zdziwiły. Nigdy się nie interesował ludźmi z mojej klasy.
Po chwili przyszedł klient do taty, więc się ulotniłam i poszłam do Sophie.
- Jak tam młoda? Ślub się niedługo zbliża. -powiedziała szperając w jakichś papierach.
- Nawet mi o nim nie przypominaj! Tak strasznie się cieszę, że też tam będziesz. -prawie zapomniałam, że to już za miesiąc. Dzięki mnie będzie na ślubie. To jest jedyna osoba, która mnie rozumie.
Opowiedziałam jej o nowym i o tym, że jest zabójczo przystojny. Ogólnie tak latałam w kółko to od  taty do Sophie i z powrotem.
    W końcu przyszła godzina 18.00 i wraz z tatą przekroczyliśmy próg naszego domu.
- Kochanie!!! Stęskniłam się za tobą! -wykrzyknęła Isabel i rzuciła się tacie na szyję.
Od razu pomaszerowałam do siebie. Pracę domową miałam z głowy, gdyż w kancelarii miałam dużo czasu na jej odrobienie. Położyłam się na lewy bok, na moim łóżku i włączyłam laptopa. Zalogowałam się na facebook'u i od razu rzuciło mi się w oczy jedno zaproszenie do znajomych.
- Któż to? -zapytałam się sama siebie.
Mam odpowiedź:
Louis Tomlinson