niedziela, 26 października 2014

Rozdział 6

   Następne kilka dni było naprawdę ciężkie dla mnie. Tata bierze za dwa dni ślub z tą....kobietą, a ja codziennie wieczorem dostawałam ten sam sms. Nikomu o tym nie powiedziałam nawet Lou. Nic takiego się nie działo tylko te sms, puki wszystko miałam pod kontrolom nie zamierzałam w to nikogo mieszać.
   Przekraczając próg szkoły czułam się bardzo samotna. Louis nie mógł być dzisiaj w szkole, musiał iść do lekarze i tylko tyle się od niego dowiedziałam. Przyznaję, że Louis Tomlinson jest najbardziej tajemniczą osobą jaką znam.
   Dwie pierwsze lekcje to historie. W końcu lekcja z jakimś fajnym nauczycielem. Jak się okazało z naszej klasy nie było tylko Lou brakowało prócz niego jeszcze sześciu osób,ogólnie zostało nas czternaścioro.
    Pan Malik był jak zawsze perfekcyjny, a lekcja pod jego przewodnictwem po prostu super.
Cała lekcja minęła strasznie szybko, jak i ta kolejna. Pan Malik opowiadał jakieś kawały od czasy, a cała klasa się z nich śmiała. W ogóle wszyscy byli w świetnych nastrojach, tylko ja cały czas smutna przez te sms-y.
-Co się dzieje Elizabeth? -usłyszałam miękki głos pana Malika. Duża przerwa trwała w najlepsze, szczerze ledwo co go usłyszałam.
-Nic....po prostu..nie ważne..... -Powiedziałam i odwróciłam głowę.
-Chodzi o Loui'ego? Coś Ci zrobił? -Zapytał lekko zaniepokojony nauczyciel.
-Nie!!! -Zaprzeczyłam od razu. Jasne nie mieliśmy jakiegoś super początku ale teraz jest genialnie.
-To co się dzieje? Przecież widzę, że coś jest nie tak.
-Z całym szacunkiem ale co to pana interesuje? -Spytałam, a łzy mi naszły do oczu.
-Chcę Ci tylko pomóc. Jeżeli chciałabyś pogadać mam dzisiaj dyżur w bibliotece od piątej lekcji... -Powiedział i poklepał mnie po ramieniu.

       Długo po lekcjach chodziłam w te i z powrotem przed drzwiami biblioteki. W końcu odważyłam się wejść. Jednak trochę szczęścia po swojej stronie miałam, gdyż w bibliotece zastałam tylko pana Malika. Nic nie mówiąc przysunęłam krzesło do jego biurka, bezwładnie na nie opadłam i się po prostu rozpłakałam.
-Hej już dobrze. -Powiedział nauczyciel i lekko mnie przytulił.
-Nic nie jest dobrze!!! -Krzyknęłam kompletnie zalana łzami i odepchnęłam go. Nie mogłam opanować własnych emocji, pierwszy raz w życiu nie umiałam tego zrobić.
-Po prostu powiedz mi co się stało....
-Nie umiem, nie mogę...ja po prostu...to jest nie ważne! -Stwierdziłam i oparłam się na krześle. Szybko otarłam łzy. Udało się. W końcu się opanowałam. 
-Możemy udawać, że jest ok ale i tak wiemy dobrze, że coś się stało. -Stwierdził.
-To jest moja sprawa i nich tak pozostanie...
-To dlaczego przyszłaś mi się wyżalić? -Po tych słowach zapadła cisza. No trochę racji miał. Przybrałam tą kamienną twarz, która idealnie do mnie pasowała. Nosiłam ją ze sobą od zawsze, od kiedy mama zginęła.
-Załóżmy że mam przyjaciółkę.....
-Dobry sposób. -Uśmiechnął się i wygodnie oparł na krześle.
-No i ona miała trochę ciężkie życie, ale teraz ma super chłopaka i wszystko zaczęło się układać. Nagle dostała dostawać pogróżki w sms'ach i nie wie co ma zrobić. -Ostanie zdanie powiedziałam tak szybko jak się tylko dało.
   Zapadła długa chwila milczenia. Mina pana Malika była nie do opisania. Był po prostu przerażony. Nie zdawałam sobie sprawy, że może się tak tym przejąć.
-Odwiozę Cie do domu... -Stwierdził jeszcze zamyślony lecz już troszkę bardziej opanowany.
-Tylko tyle z pana strony? -Spytałam nie ukrywając zdziwienia.
-Na co liczyłaś? Mam Cię zmusić, żebyś poszła na policję...? Zbieraj się!
Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Co mam o tym wszystkim myśleć. To wszytko robił się coraz bardziej chore.
     
       Jechaliśmy bardzo zatłoczoną ulicą Londynu o tej porze dnia. Kiedy nauczyciel podwinął rękawy od koszuli mogłam zobaczyć jego tatuaże. Nie zbyt dokładnie gdyż jakieś 3/4 ich znajdowało się na prawej ręce, a stwierdziłam, że wychylanie się, aby zobaczyć jakie ma tatuaże mogłoby dziwnie wyglądać. 
     Kiedy tak jechaliśmy nagle telefon na tylnym siedzeniu zaczął wibrować.
-Mogła byś mi go podać? -Spytał p.Malik wciąż skupiony na jezdni.
-Jasne. -Wygięłam się tak żeby sprawnie chwycić telefon. Sprawnie.....w mojej wersji to jednak wyglądało jakby ryba wyleciał z wody i próbowała oddychać czy coś... W końcu udało mi się chwycić.
-Harry... -Przeczytałam na ekranie, po zdjęciu jakie było ustawione stwierdziłam, że całkiem, całkiem jest ten cały Harry.
-Co?!! Dawaj! -Krzyknął Malik i wyrwał mi telefon z ręki.
Takiego pana Malika to jeszcze nie widziałam. Szybko przyłożył telefon do ucha. Nie słyszałam o czym mówią, a nauczyciel specjalnie ściszył głos. Czułam się dziwnie i jeszcze do tego nauczyciel spoglądał na mnie bacznie co jakiś czas. Po około 10 minutach rozmowy odłożył telefon na siedzenie. Do najgrubszych nie należał także miał jeszcze miejsca obok siebie.
-Musimy na chwilę gdzieś wstąpić. -Oznajmił nie odrywając wzroku od jezdni. Przypominał mi wtedy Lou, który nawet nie łaska był zadzwonić.
-Do Harr'ego? -Spytałam.
W odpowiedz usłyszałam tylko suche TAK. Nie pytał o nic więcej.
     W końcu dojechaliśmy do części miasta, w której w ogóle nie bywam. Jest mi ona nie po drodze. Zaparkowaliśmy koło piekarni ''Homemade Bread". Nauczyciel szedł pierwszy. Szybko weszliśmy na zaplecze. Pracownicy jakby nie zwracali na nas uwagi. Oni robili swoje, a my po prostu szliśmy. Po chwili znaleźliśmy się na klatce schodowej. Nawet nie pukając weszliśmy do mieszkania oznaczonego numerem 5. Od razu poprowadził mnie to salonu urządzonego w miłym i przytulnym stylu. Nagle do pokoju wparował mężczyzna około 30 lat w samych spodniach i rozczochranych włosach do ramion. Jego klata i ręce były pokryte tatuażami, jednakże mnie najbardziej zaintrygowały dwie gałązki na jego brzuchu jakby wyłaniały się spod.....spodni.
-Masz pukać jak wchodzisz! -Uniósł głos nieznajomy.
-Wyluzuj stary... -Odpowiedział pan Malik i rozłożył się na sofie.
-Jestem Harry. -Przedstawił się miło mężczyzna. Wciąż był bez koszulki co troszkę mnie dekoncentrował więc starałam się myśleć o Tommo.
-Elizabeth. Miło mi. -Uśmiechnęłam się delikatnie. Harry podszedł do fotela, który był za mną i sięgnął z niego koszulkę.
-Panie Malik...??? -Przeniosłam pytający wzrok na nauczyciela, który wyglądał jakby o mnie trochę zapomniał.
-Tak...już... Harry daj proszę te książki. -Zapytał, przy czym podniósł się z kanapy.
Harry poszedł do pokoju obok i przez dłuższą chwilę go nie było. To był, nie powiem dość dziwny i niezręczny moment. Cisza ogarnęła cały pokój, a my po prostu staliśmy Mali bawił się telefonem, a ja tylko czekałam aż nijaki Harry Styles wejdzie z powrotem do pokoju.
-Proszę to chyba wszystko. -Podał plik papierów Malikowi. Na twarzy mężczyzny malował się uśmiech. Wydawał się miłym i fajnym facetem.
-Dzięki stary. Jesteśmy w kontakcie. -odpowiedział nauczyciel.
Mimo milej energii Harr'ego czuła się w ciąż niezręcznie. Nagle telefon w mojej kieszeni za wibrował.

Od: Tommo
Gdzie jesteś?

Co ja mu miała odpisać. Hej jestem z Malikiem w dom jakiegoś Styles'a, jest dziwnie i trochę się boję....

Do:Tommo
Koło piekarni '' Homemade Bread''.

Od:Tommo
Czekaj tam, jestem za 5 minut. :)

Strasznie mi w tedy ulżyło. Uśmiechałam się tylko do ekranu telefonu.
-Ktoś wyjątkowy? -Spytał delikatnie Harry.
-Tak..bardzo. -Opowiedziałam i tylko uśmiechnęłam się z nim porozumiewawczo.
-No Zayn chyba nie musisz jeszcze jechać. -Puścił do mnie oczko.

    Louis potrafił być na prawdę dokładny. Po pięciu minutach wyłonił się z tłumu londyńczyków.
-Hej kochanie. Zachciało Ci się spacerków? -Powiedział i delikatnie mnie ucałował. Ja tylko pokiwałam twierdząco głową.
-Tęskniłam za tobą... -Wtuliłam się w chłopaka. Czułam się przy nim tak bezpiecznie, tak dobrze....tak kochana. Lou na moje stwierdzeni zrobił ciche i urocze ''ooo''. Objął mnie lewą ręką, a ja pozostałam w niego wtulana. Poszliśmy po prostu do domu. Na chwile udało mi się zapomnieć o tych wszystkich sms-ach i  tym wszystkim co się dzieje w moim życiu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz